![]() ______________home sweet home_______________
od miesiąca w miejscu, gdzie trawa zielona, kwitnące jabłonie i kasztany, godzina mojego przylotu zbiegła się z godziną nieudanego lądowania innego samolotu kilkaset kilometrów dalej a teraz woda...trzymajmy się 2010-05-21 _________________rozklad_______________________ dni ubrane w nepalska rzeczywistosc. rzeczywistosc jak stara derka w wyblaklych kolorach. material jeszcze nie puszcza na szwach, ale w kazdje chwili moze sie popruc. godziny bez pradu, godziny bez wody, godziny bez butli gazu, wojsko na ulicach, gospodarka w rozsypce, rzad w objeciach wasni. turysci z wypchanymi portfelami chcacy zdobywac wysokie i nizsze szczyty himalajow, to jedna z ostatnich mocnych nici trzymajacych ten kraj w calosci. tylko w calosci jakiej? nepal - jeden z krajow z najwiekszymi zasobami wody na swiecie cierpi na jej brak, gdyz umowy podpisane z mocniejszymi sasiadami uniemozliwiaja korzystanie z niej jako z wody oraz jako zrodla pradu. miasto podzielone jest na dzielnice, kazda z nich ma rozklad pradu, ktory zmienia sie co dzien i co miesiac, choc czasami nie dziala wcale. aktualnie nie mamy pradu okolo 12 godzin na dobe z przerwami, w ktorych trzeba uruchomic pompe, by uzupelnic zbiornik na wode. woda ogrzewana jest przez panel sloneczny, wiec jesli swieci to mamy, jak nie, to nie, szczesliwie lato gosci sie na dobre, wiec woda jest goraca. lodowka stoi w kacie bezuzyteczna, bez sensu wlaczac ja, gdyz rozmrazalaby sie 3 razy na dobe. gotujemy wiec na biezaco, jesli jest gaz. mamy szczescie, ze nauczyciel ma uklady i gaz jest. dla innych zapisy i tygodnie oczekiwania na upragniona butle, wiec ludzie gotuja na suszonych krowich plackach. szczesliwie czlowiek ma te zdolnosc szybkiego przystosowania sie do warunkow, nawet jesli ponarzeka sobie pod nosem. takze i nasza wesola gromadka nie narzeka, tylko zyje z nepalskim rozkladem jazdy. 2010-03-22 ________________katmandu__________________ jestem w kathmandu.stop.zaczelam kurs.stop.przerwy w dostawie pradu.stop.brak internetu.stop.ekipa przednia.stop.wiecej wkrotce.stop 2010-03-03 ___________________z bombaju___________________ jest 1.36 rano, koczuje na lotnisku w bombaju w oczekiwaniu na samolot do nepalu, zdrowie jeszcze szwankuje ale mam nadzieje ze wszystko zmierza w dobrym kierunku, dzis rano z fancy hotelu w margao, ktory zafundowalam sobie w ramach rekonwalescencji, udalam sie na stacje kolejowa, bardzo czysta i wyluzowana jak na indie, w poczekalni dla kobiet muzulmanki, mlode pokolenie middle class z bombaju, ktore mimo ze zna hindi mowi do siebie po angielsku i po raz pierwszy przeze mnie widziane w indiach dwie rodziny z niepelnosprawnymi dziecmi, jedna dziewczynka z zespolem downa i chlopiec z porazeniem mozgowym, widziec to jaka opieka i miloscia zostali otoczeni - poruszylo me serce; pociag ktorym jechalam kursuje rano z bombaju do margao, 10 minut postoju i z powrotem, gdy wsiadlam wszystkie siedzenia byly tylem do kierunku jazdy, mialam nadzieje ze na jakiejs bocznicy zmienia strone napedzania pociagu, jednak nie do samego bombaju jechalismy do tylu, dawalo to niesamowite wrazenie, jakby ktos cofal nas w czasie, jak w filmie, jeden przycisk i przewijamy do poczatku; taksowka na lotnisko, czysto, wifi, komary, przespie sie jeszcze kilka godzin, dobranoc:) 2010-02-26 _____________________dylematy______________ znowu chora, nieprzespane noce, placzki, litowanie sie nad soba, rozwazanie powrotu do domu, kolejna wizyta w szpitalu, co dalej? wracac, nie wracac? 2010-02-24 ___________________rodzina___________________ pan domu jak co dzien saczy z kwadratowej butelki zdradliwy hinduski rum, jego wloski przyjaciel, ktory przyjezdza tu co roku i ktory obral sobie go za swojego mistrza, rowniez pociaga z butalczyny, okolo poludnia po dwoch butelkach, dwoch chilumach i fish tali krzycza w sobie tylko znanym dialekcie, wtracajac slowa jak chelo, won, czaras, police, good luck i co tam jeszcze... w tym czasie corka gospodarza obluguje siedzacych w restauracji gosci, chodzaca pieknosc, nadal mloda choc juz z dwoma corkami i bez meza (w okolicy kraza dwie wersje wydarzen, jedna to taka ze gdy byla w ciazy z druga corka maz zmarl, druga taka, iz maz nie traktowal corek i zony nalezycie wiec zostal przepedzony przez pijanego ojca rodziny) tak czy inaczej, w europie taka pieknosc z latwoscia znalazlaby kolejmego kandydata na meza, w indiach jest skazana na samotny zywot do konca swych dni... nasza wesola gromadka przysiada na hamakach, krzeslach, glebie (choc ostatnio gdy zostala odnowiona posadzka krowim lajnem ta ostatnia nie cieszy sie zbytnim powodzeniem) shirli izraelka, architekt praca w nowym yorku, kobieta o silnym charakterze, dojrzala i piekna, przy takich kobietach wszystkie moje opowiesci wydaja mi sie nadspodziewanie blade; moti-wacja, izrael, ktory okazalo sie ze mieszkal w konstancinie w domu moich przyjaciol i to w czasie gdy jeszcze bylam w polsce, zongler, pantomimista, opowiadacz historii, czlowiek, ktory jest wszedzie i zna wszystkich, kocha polske i polskie dziewczyny, wroci tam na pewno; benny, australia, obecnie zmienia miejsce zamieszkania z indii na ameryke, gdzie w kaliforni bedzie pracowal na farmie produkujacej organiczna zywnosc, m.in marihuane, bedzie mieszkal w szkolnym autobusie przerobionym na dwupoziomowe mieszkanie, gra muzyke i przepieknie spiewa, wyhaczylam go pierwszej nocy z gitara i siedzielismy kilka godzin na plazy wymieniajac sie piosenkami, emocjami pod gwiazdami; jednak benny zauroczyl sie w kolejnej z naszych sasiadek adi, izraelce lat 23, ktora dorownywala mu wzrostem (benny 195, adi 183cm), adi, po skonczonym wojsku, pracowala tu i tam, na razie brak pomyslu na zycie; benny po tygodniu spedzonym z nasza wesola trojka, musial wraca do siebie, wiec pozegnalismy go jak nalezy, wsiadl do pociagu do margao, tylko po to, by tym samym pociagiem wrocic do gokarny na kolejne kilka dni, ale dzis wyjechal na dobre, wiec adi snuje sie z kata w kat poplakujac a reszta czuje sie tak, jakby stracila jednego czlonka rodziny; dzis mielismy udac sie do miasta na shivaratri - swieto na czesc shivy, gdzie ciagna 20-sto metrowe wozy przez miasto a wszyscy rzucaja w ciagnacych bananami, ale jest tak goraco w waskich uliczkach i tysiace ludzi, ze shirli, ktora spadla ze schodow i leczy kontuzje nogi, adi, z odciskiem na pol stopy, moti z nieprzespana noca i ja z kolejnym nawrotem pecherza, zdecydowalismy sie poswiecic ten dzien nicnierobieniu; wkrotce dziewczyny tez sie rozjezdzaja, zostane sama, jeszcze 10 dni i lece do nepalu 2010-02-15 _________________gokarna_____________________ o 5 rano wyruszylam z kalkuty by o 5 po poludniu cieszyc sie widokiem plazy, blekitnego oceanu, zaszyc sie w cichej chatce wsrod szumiacych palm, odpoczyn pelna geba, nalezy sie od czasu do czasu i to jest wlasnie ten czas, wieczorami ogniska na plazy, muzycy wszelacy, jam session, gwiazdy, szum fal, hmmm... 2010-02-07 __________________cialo_______________________ W zaulku miedzy Modern Lodge a Galaxy Hotel jak co dzien zbieracze smieci przycupneli po obu stronach waskiej uliczki. Ich czarne skory, duzo czarniejsze niz hindusow, czy to z powodu brudu, czy infekcji, kontrastuja z przekrwionymi bialkami i blyszczacymi spojowkami. 10 pustych butelek moze wystarczy na kolejny strzal. Czy ten bedzie ostatni? czy ten przyniesie hiv? zoltaczke? na pewno przyniesie przyjemnosc, zapomnienie, rejs do krainy chwilowej szczesliwosci. zien za dniem, dzialka za dzialka, az do wykonczenia tego, co dala nam gora - ciala, ktore maja za nic. Zarobaczone niegojace sie rany, ropiejace konczyny, zgnilizna toczy to, o co my na zachodzie dbamy tak pieczolowicie. Cialo. Czym jest tu w Indiach? Na pewno pieknem kobiecym przyodzianym w kolorowe sari, ale tez deformacja jakiej niegdzie indziej nie widzialam. Pecherze, burchle, narosla, sloniowatosci, paralize, przykurcze, skamienialosci, amputacje otaczaja mnie kazdego dnia, nie dajac zapomniec o tym, ze wszystko wzglednym jest i kruchym. Docenic cialo - grube, chude, wysokie, niskie, z pryszczami, bez, gladkie, z celulitem - zdrowe. ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() by IkaruS 2010-02-02 _________________plany nie plany_________________ hmmm, ja wiem ze plany sa po to aby je zmieniac, ale widzac 10 osob z mojego guest housu udajacych sie z pakami zarcia na lodz na andamany kiedy ja zostaje tu, mala lezka zakrecila sie w oku, ale po kolei... gdy zjechalam do kalkuty plan byl taki by plynac znow na andamany by pobyczyc sie i naladowac wyczerpane europa akumulatory na dalsze wojaze, bilet zostal zakupiony nawet w wyzszej klasie by uniknac obcowania z setkami klebiocych sie i rzygajacych gdzie popadnie hindusow w okolo, ale los chcial ze ostra infekcja pecherza z przejsciami ginekologicznymi, szpital, antybiotyki, przestraszyly mnie na tyle, ze wybralam pozostanie na ladzie a nie 6 dni na oceanie, do guest housu w miedzyczasie zjezdzali rozni ludzie nie majacy dalszych planow na to, gdzie jechac, wiec wszystkim klarowalam o tych andamanach no i tak dzis machajac im na pozegnanie mialam wrazenie ze pol guest housu tam plynie, mowi sie trudno, moze tam gdzie ja jade sie pobyczyc czeka mnie cos, czego nie moge ominac, jak to mowia: go with the flow, no regrets, i tak jeszcze kilka dni tu, w srode rano samolotem i pociagiem przemieszczam sie na polnoc karnataki do gokarny, gdzie mam nadzieje podreperuje swoje zdrowie... a na lodzi, coz...rozne slyszalam ostatnio historie od dwoch polakow, ktorzy przyplyneli tu 2 tygodnie temu, na jednej z lodzi popsul sie sinik i nikt nie raczyl przyplynac i pomoc uwiezionym pasazerom przez 2 tygodnie, wiec stali na pelnym oceanie do czasu gdy zalodze udalo sie naprawic usterke, co jedli i co pili? nawet nie chce wiedziec...na statku, ktorym polacy plyneli, pewien nieuwazny hindus wypadl za burte, spuszczono lodzie ratunkowe i owszem, ale wszystkie zatonely, wiec statek zrobil kolo by podjac rozbitka, jednak podplynal tak niefortunnie, ze uderzyl go w glowe i biedaczek zatonal nie doczekawszy sie pomocy...no comment...india:) 2010-01-30 ____________ L jak Lucy________________ Imiona wypisane czarnym flamastrem na podstawkach do karmienia, na drewnianych wozkach inwalidzkich, na metalowych pretach lozek - wycieraja sie powoli ustepujac miejsca nowym imionom, nowym twarzom, nowym histioriom. Govindo, Lucy, Subash, Angeli...czy ktos o nich pamieta, czy pamietac bedzie? w jakim celu nasze drogi przeciely sie na krotka chwile? by uczynic ich nieskalane dusze w zdeformowanych cialach niesmiertelnymi? w mym sercu i w sercach innych wolontariuszy? gdyz chyba nie w sercach ich rodzicow, ktorzy porzucili je na smietnikach, dworcach, w rynsztokach. Mowi sie, ze rodzimy sie po cos i wierze, ze ich narodziny tez, mimo ze nieswiadomie przezyly swe krotkie zycia, byly po cos - byly dla wszystkich tych chwil usmiechow i smutkow, chwil lepszych i chwil gorszych, dni cieplejszych i chlodniejszych, slonca i deszczu, chwil odrzucenia i milosci. Kazde z tych dzieci na zawsze wykulo zlotymi literami swe imie w sercach tak wielu.... 2010-01-21 _________________indyjskie to i smo_________________ zamawiam owsianke z bananami bez cukru - dostaje slodka owsianke posolona dla niepoznaki; pytam o czarne klapki z gumy - wciskane mi sa szare materialowe jakoby mialyby byc takie same; pytam kierowce taksowki czy wie, jak jechac do transportu morskiego indii, twierdzi ze tak - po godzinie pytajac kolejna osobe o wskazowki, on nadal nie wie gdzie jestesmy a ja nie wiem czy uda mi sie w ogole dotrzec na miejsce (kilka razy sie nie udalo); woda goraca do kapieli lapana z jedynej termy w hotelu powinna byc rano i wieczorem - poluje na nia o roznych porach, gdyz nigdy nie wiadomo kiedy "rzuca" prad, a w zimnej wodzie przy 12 stopniach na zewnatrz raczej sie nie kapie; od stycznia rzad indii zmienil przepisy dotyczace wiz wielokrotnego wstepu do indii, nawet jesli mam wize na 6 m-cy ale zdecyduje sie wyjechac z indii do innego kraju, nie moge wrocic wczesniej niz za 2 m-ce - sluzby graniczne jak i sami zainteresowani, czyli travelersi, na razie pogubili sie w nowych przepisach i nikt nie wie, jak i kiedy je egzekwowac i czy w ogole oplaca sie wyjezdzac z indii gdyz z bata tracimy 2 z 6-ciu miesiecy waznosci wizy; i tak codziennie, historii podobnych kazdy przebywajacy w indiach moglby mnozyc bez liku, wywoluja one tylko usmiech na mej twarzy, nie ma sensu sie denerwowac, przeciez to indie, miejsce gdzie wszystko jest mozliwe, gdzie kazdy wariant sytuacji brany musi byc pod uwage, jedynie pozytywne nastawienie pozwala znosic to wszystko i czerpac z tego radosc ps. przejsciowe problemy z serwerem zdjeciowym, bilet na statek na andamany kupiony, w kalkucie jeszcze dwa tygodnie, ci co czytali wczesniej domyslaja sie ze nadal pracuje w daya dan - domu Matki Teresy dla niepelnosprawnych dzieci, z ktorych grupki poznanej przeze mnie po raz pierwszy 4 lata temu, zostala jedynie garstka, reszta juz w lepszym swiecie, mam nadzieje, ale mamy duzo nowych maluchow, ktore dla wolontariuszy sa calym swiatem 2010-01-17 ____________________wytrzesiona_________________
wszyscy w pociagu mowili, ze taka sytuacja zdarza sie po raz pierwszy, ze to wyjatkowe zdarzenie warte odnotowania, krecili z niedowierzaniem glowami, oczywiscie ze krecili a ja o juz machalam nia w obie strony, ale od poczatku... do kalkuty mozna dostac sie wieloma pociagami, ale jest jeden drozdzy gdzie za 100 pln podroz tysiecy kilometrow przebiega w miare bezbolesnie, kocyki, posciel, zarcie na ful, cisza, spokoj (w indyjskich pociagach zjawisko niespotykane) i tylko 17 godzin jazdy (w porownaniu do 24-30 innymi polaczeniami), pociag mial wyruszyc o 17 wiec od 11 bz pokoju jakos przebebnilam ten czas na miescie, dotarwszy na peron dowiedzialam sie ze jest opoznienie 6 godzin, no coz, wiec wrocilam z calym majdanem do zaprzyjaznionej restauracji by przebebnic reszte czasu, o 11 na stacji ruch i poruszenie, ale w koncu przyjechal, po zapakowaniu sie ruszylismy ok 12, ja od razu w kime, rano wspolpasazerowie uswiadomini mnie ze wiele w nocy nie ujechalismy i ze opoznienie siega juz 15 godzin, czyli zamiast w sobote kolo poludnia bedziemy w kalkucie w niedziele nad ranem, no coz, dobrze ze zarcie dawalim choc wzgledny spokoj ustapil miejsca ogolnemu poddenerwowaniu, walajacym sie smieciom, wrzeszczacym dzieciom i coraz brudniejszym toaletom, do tego pracowala klimatyzacja mimo 7 stopni a zewnatrz co dawalo dosc niska mieszanke temperatury w srodku, wiec spalam w pelnym opakowaniu, pod spiworem i kocem okryta szczelnie a i tak nos mi zmarzl, nad ranem wszyscy krecili glowami czekajac na swiatla kalkuty i mowili, ze ten pociag nigdy sie tyle nie spoznial, ze to wyjatkowe by tej klasy polaczenie mialo opoznienia 19 godzin, ja tez machalam glowa chcac oposcic ten onacy poklad jak najszybciej, zadekowana, wykapana, ze sloncem na twarzy i klapkami no nogach po raz pierwszy... 2010-01-10 |
archiwum 2011 luty 2010 sierpień maj kwiecień marzec luty styczeń 2009 październik lipiec luty styczeń 2008 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2007 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2006 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2005 grudzień listopad październik wrzesień sierpień lipiec czerwiec maj kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień listopad październik
innychfoto HATHA YOGA zazie daltonista david mela szymon jarek powietrze kbx grzeda czadu szaa natalie markoff jestzajebiscie nawetostre michkich eute fotomatik lassi lukas wawrzyczek fotostyczna gaba montewski markowy slajd kuklok teteatete bedur dElay dwunasta pajdi senq banalny chudkiewicz w-wa trzask brunobraun pozytyw fotoprosba ziomaldaro furrybambi bart junior mm |