karusiek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 2.2006

po raz kolejny w czasie mojej podrozy ogarnelo mie blogie lenistwo (jesli lenistwo w zatloczonym delhi moze byc blogie) w kazdym razie nie robie zdjec, snuje sie z kata w kat bez celu, w oczekiwaniu az asia skonczy prace i bedziemy mogly pojechac razem do rajastanu, zauwazam ze ostatnio coraz czesciej pozwalam sobie na chwile wytchnienia, czyzby to oznaka zmeczenia? chyba tak, nic w indiach nie przychodzi latwo, najprostsze przemieszczenie sie z punktu a do b okupione jest duzym wysilkiem fizycznym i psychcznym, takze nie zawsze chce mi sie podejmowac te wyzwania…
ale dzis rusze do starego delhi, by troszke pozwiedzac, chce tez zrobic reportaz o nowym pokoleniu hinduskiej mlodziezy, ktora podazajac za zachodnimi trendami przesiaduje w centrach handlowych manifestujac swa wolnosc na motorze przed mcdonaldem(ktora konczy sie po powrocie do domu)
pozdrawiam (jesli w zimowej aurze macie resztki zmagazynowanej energii, wyslijcie choc iskierke do wuja mata, moze to pomoze:)

jak wielokolorowe ptactwo zajelismy wyznaczone na drutach pozycje, odebrano nam moznosc swiergotu, moznosc latania, moznosc wolnosci, zaakceptowalismy to ze spokojem w oczekiwaniu na to, co mialo przyjsc…
czesc z nas zerwala sie ze strachu po pierwszym dniu, by jak najszybciej rozprostowac zdretwiale skrzydla i w locie osuszyc lzy cierpienia
czesc podazyla za nimi po kilku dniach zadna zobaczenia nowych miejsc
ci z nas, ktorzy zostali, doswiadczyli na tych drutach najpiekniejszej podrozy swego zycia, podrozy do wnetrza, do kazdego najmniejszego piorka, kazdego odczucia, poprzez przeszlosc i przyszlosc do terazniejszosci, do prawdy, ktora zmienia wszystko…
podrozy tej moze doswiadczyc kazdy, jesli tylko znajdzie czas i chec na to, by zlozyc swe skrzydla i przysiasc na drutach na 10 najdluzszych, najtrudniejszych, najdziwniejszych dni ich zycia…

ps. dotarlam do delhi dwa dni temu na spotkanie po 20 latach z moja najlepsza przyjaciolka z podstawowki, szczegoly juz wkrotce, gdyz na razie gadamy nadrabiajac wszystkie lata rozlaki, w delhi goraco i duszno jak w warszawie w czerwcu gdy asfalt rozpuszcza sie na ulicach (tu sie nie rozpuszcza gdyz maja inna technologie, moglibysmy tak przy okazji kupic licencje na indyjski asfalt…)pozdrawiam wasz wuj mat z podrozy

del_DSC_3217.jpgdel_DSC_3216.jpgdel_DSC_3218.jpg
by IkaruS

mozna podrozowac piechota, koleja, samolotem
mozna podrozowac samemu, z ukochanym, z przyjaciolmi
mozna podrozowac krotko, dluzej, cale zycie
mozna zwiedzac miasta, panstwa, kontynenty
i mimo tego wszystkiego mozna nigdy nie znalezc tego, czego sie szuka…
gdyz najbardziej fascynujaca podroz, ktora jest poczatkiem wszystkiego, ktora daje odpowiedzi na wszystkie pytania, ktore nas nurtuja, ktora sprawia, ze jestesmy w stanie poznac swe reakcje i emocje, umiec ja nazwac i wytlumaczyc, co przeklada sie na nasze relacje z innymi; podroz, ktora z jednej strony pociaga, z drugiej troszke przeraza, to podroz do wnetrza, to medytacja…

ps. udaje si wiec za swym glosem na 10 dni w odosobnienie, powinnam powrocic okolo 24 z dalszymi newsami, pozdrawiam wasz wuj mat z podrozy…

ris_DSC_3741.jpg
IkaruS

rishikesh to dla ludzi z zachodu swiatowa stolica yogi, dla hindusow miejsce pielgrzymek do zrodel gangesu, dla zebrakow i malp darmowe miejsce na wyzerke a dla mnie orientalna wersja zakopanego poza sezonem,
czas plynie leniwie,gorskie slonce przygrzewa nadajac brazowy odcien bialym twarzom, ktorych tu dosc sporo, szczegolnie z pokolenia beatelsow, przybywaja tu grupami co rok, wkladaja orientalne fatalaszki, korale, uczestnicza w spotkaniach z roznego rodzaju guru, kupuja posagi i bozki, spiewaja mantry i sa tacy uduchowieni chodzac po ulicach i wrzucajac drobne do puszek licznie zgromadzonych na ulicach zebrakow i sadhu, ktorzy skrzetnie wykorzystuja wiare w to, ze grosz dany na jedzenie, poprawia karme…
poza podstarzalymi hipisami stragany, stragany i jeszcze raz stragany, wszystko co bialy moze kupic a hindus moze sprzedac znajdzie sie na przenosnym stoisku poczawszy od goracych ciasteczek pieczonych w piecu opalanym drzewem a skonczywszy na patyczkach do uszu w roznych kolorach, poza tym wiele restauracji, kawiarni, piekarni, jak to w kurorcie gorskim, czasem jakas gwiazda jak madonna przemknie po ulicach w czapce niewidce wprowadzajac ogolne poruszenie wsrod lokalesow jak i turystow
malpy patrza na to wszystko z lekkim przekasem na twarzy i zastanawiaja sie jak tu ukrasc cos do zarcia…
dnie spedzam na nierobstwie, spaceruje, opalam sie, objadam, czytam, mozna w to wierzyc lub nie, ale podrozujac tez mozna byc zmeczonym, takze zrobilam sobie tu krotkie wakacje, zbieram sily na dalsze przygody, ktore juz wkrotce…

ris_DSC_3775.jpgris_DSC_3729.jpgris_DSC_3737.jpgris_DSC_3785.jpgris_DSC_3756.jpgris_DSC_3763.jpgris_DSC_3774.jpgris_DSC_3793.jpgris_DSC_3782.jpgris_DSC_3753.jpg
by IkaruS

dziecinstwo w indiach ma rozne odcienie w zaleznosci od plci, kasty, miejsca urodzenia, religii; chodzac kolorowymi uliczkami miast, zaglebiajac sie w smierdzacych slumsach, przemierzajac prymitywne wsie, pracujac w przepelnionych sierocincach widzialam wiele dzieciecych twarzy, twarzy, ktorych wlasciciele czesto przedwczesnie musieli dorosnac pracujac od najmlodszych lat ponad swoje sily, zebrzac na ulicach by napelnic miski garscia ryzu, umierajac w sierocincach majac w pamieci kilka pierwszych chwil zycia spedzonych z rodzina; mimo tak ciemnych barw otaczajacego je srodowiska, dzieci te potrafia jak nikt bawic sie i smiac nie pozwalajac, dzieki swym jasnym usmiechom, ciezkim chmurom zawisnac nad ich glowami na stale, zabawka jest wszystko co znajda pod reka, kawalek papieru z ktorego skleca latawca, kij i pilka do gry w krykieta, dwa kawalki azbestu na ktorym wygrywaja melodie do spiewania, patyk i kolko do toczenia, hydrant z ktorego przypadkowo saczy sie woda dajac darmowy prysznic, kawalek szmaty uwiazany na pochylej scianie; ich wyobraznia nie zna granic a kolorowe marzenia pewnie dryfuja daleko, daleko…

var_DSC_3657.jpgvar_DSC_3656.jpgvar_DSC_3653.jpgvar_DSC_3654.jpgvar_DSC_3669.jpgvar_DSC_3664.jpgvar_DSC_3667.jpgvar_DSC_3651.jpg
by IkaruS

varanasi, jedno z najstarszych miast swiata, 5000 lat historii, opis tego indyjskiego przyladka nadziei dla umierajacych, ktory zamiescil p.Mroziewicz w swej „ucieczce do indii” dawal niepokojacy obraz w mojej glowie, dymiace ghaty, trup scielacy sie gesto w wodzie i na ladzie, waskie smierdzace wilgotne uliczki, tlumy hindusow w pielgrzymkach na kolanach, by umrzec w tym swietym miejscu…
czy varanasi jest dzis tym, czym bylo niegdys? dla hindusow na pewno tak, lecz nawet oni chca zarobic jak najwiecej na plonacych cialach swych rodakow, stad tlumy naganiaczy, wioslarzy, sprzedawcow, falszywych braminow, podstawionych wdow i zebrzacych dzieci, wszystko aby wyciagnac forse z bialego portfela, naciac na kazdym rogu, na kazdym kroku bialasa, staram sie ich zrozumiec, lecz czasem it’s too much…

pobudka o 5.30 szybki prysznic i juz jestem na dole gest housu, martin i annie juz czekaja, przemykamy waskimi uliczkami budzacymi sie powoli ze snu do najblizszego ghatu gdzie czeka na nas lodka wraz z przewodnikiem, ktory zabierze nas na ganges by zobaczyc wschod slonca, jest dosc zimno, mam na sobie polar, szalik i czapke a i tak zeby mi dzwonia, dolaczajac ze swym dzwiekiem do muzyki wygrywanej na brzegu rzeki przez dzwony w swiatyniach, pokrzykiwania wioslarzy, tlumy podobnych nam turystow w lodkach, nawolywan sprzedawcow, mala dziewczynka wciska nam miseczki z lisci palmowych ze swiezymi kwiatami pomaranczowymi i swieczka, by puscic na wode na szczescie, odbijamy od brzegu, woda brudna jak w wisle, nic szczegolnego, wioslo uderza o zdechlego psa, ktorego w polowie odarte ze skory cialo unosi sie na powierzchni jak balon obciagniety sierscia, ludzie kapia sie na brzegu, pija wode myjac zeby, piora szmaty i brudy ze swego zycia, zapalam swieczke i puszczam z dymem i z nurtem swe prosby…
na ghatach gdzie pali sie zwloki zdjec robic nie wolno, miejscem tym zarzadza kasta niedotykalnych, ktorzy kaza sobie slono placic za wyselekcjonowane drzewo mango uzywane na stosach, za miejsce, obrzadek i wszystko co zwiazane ze smiercia, stosy plona dzien i noc, biznes kreci sie non stop, ogien przyjmuje kazdego kogo na to stac, oprocz dzieci, ciezarnych kobiet, tredowatych, ukaszonych przez kobre i zwlok, ktore zginely w wypadkach w strzelaninach, samobojcow (zla karma), ta grupa umarlych wrzucana jest bezposrednio do wody uwiazana do duzego kamienia,
kobietom na ghaty wstep wzbroniony, znajomy tlumaczy, ze to z tej przyczyny, iz za bardzo rozpaczaly przy pogrzebach, czlonek rodziny pelniacy funkcje mistrza ceremoni, goli wlosy i w bialych szatach oczekuje czy czaszka umarlego pekla w plomieniach uwalniajac dusze, czy trzeba jej pomoc przy pomocy kija, popioly zostawiane sa na miejscu, gdzie opiekunowie ghatow wylowia z nich zlote zeby i kolczyki, a pozniej rozsypia je na wodach swietej rzeki…

var_DSC_3636.jpgvar_DSC_3640.jpgvar_DSC_3645.jpgvar_DSC_3648.jpg

gdy wracam do hotelu jest 7.30, wale sie spac zmarznieta, po sniadaniu zaglebiam sie w waskie uliczki, gdzie krowy, psy, dzieci, sklepiki, swiatynie, wszystko miesza sie w kolorach, dzwiekach, zapachach i ksztaltach, zagubic sie mozna w tym pokreconym kamiennym kolorowym swiecie na dlugie godziny, kazdy zakret to nowa historia, kazda uliczka to nowy obraz, kazda brama to nowa opowiesc, siadam w kaciku i probuje sobie wyobrazic jak to wszystko wygladalo 1000 lat temu, pewnie podobnie, tylko wtedy biala kobieta siedzaca samotnie na murku moglaby wprowadzic lekkie zamieszanie na kartach historii…

var_DSC_3674.jpgvar_DSC_3676.jpgvar_DSC_3679.jpgvar_DSC_3681.jpgvar_DSC_3683.jpg

wieczorem wraz z annie przeprawiamy sie na piaszczysty drugi brzeg gangi, by podziwiac zachod slonca nad miastem, gdyby nie szary kolor piasku i smieci, moglabym pomyslec, ze jestem na lachach wislanych pod koniec suchego lata, piaszczyste plaze ciagna sie kilometrami, mieszkaja na nich ludzie w szalasach, dzieci puszczaja latawce, psy rozkopuja piach w poszukiwaniu strawy a turysci opedzajac sie od moskitow, pstrykaja romantyczne fotki…

var_DSC_3691.jpg

wracamy w pore na uroczysta puje, tlumy klebia sie na glownym ghacie, muzyka wibruje wprowadzajac wszystkich zebranych w trans, dymy, swiatla, bramini, muzycy, sadhu, nadaja specjalny charakter modlitwom, czuje sie czescia tego wszystkiego laczac sie z innymi zebranymi w piesniach, na koniec wrzucamy swieze kwiaty do gangi, ktora niesie nadzieje na lepsze jutro dla wszystkich, ktorzy tylko o to poprosza…

var_DSC_3704.jpgvar_DSC_3709.jpgvar_DSC_3717.jpgvar_DSC_3720.jpg
by IkaruS

ps. dotarlam dzis do rishikesh, przepiekne miasteczko w gorach, mam zamiar troche tu odpoczac korzystajac z gorskiego powietrza i goracych promieni slonca

nie zdazylam napisac notki o varanasi, nie zdazylam zaladowac zdjec, nie zdazylam wypoczac przed dalsza podroza a wszystko przez festiwal sarswati i tlumy klebiace sie na ulicach tanczace w pijacko-gandzowej ekstazie cale noce, niosace posagi bogini ze wszystkich okolic by utopic je w gandze
jutro rano pociagiem do rishikesh, miejsca gdzie beatelsi zasmakowali w indiach, dotre tam rano w poniedzialek i jak tylko znajde zakwaterowanie uzupelnie braki w notkach, padam na pyszczek, a tu jeszcze prysznic, pakowanie, polowanie na moskity…dobranoc

po 19 godzinach, opoznionym pociagu i kilku niezapowiedzianych przystankach w koncu dotarlam do varanasi, wypomowana jestem, wiecej wkrotce

spakowalam znowu swoj dobytek, pozegnalam sie z dziecmi, za pol godziny ostatnia kolacja ze znajomymi, o 20.30 wsiadam w pociag do varanasi, wszystko sie konczy tak szybko, dopiero co przybilam statkiem do tego magicznego miejsca a juz ruszam dalej, w droge, w droge…


  • RSS