karusiek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2006

ang_DSC_4195.jpgang_DSC_4205.jpgang_DSC_4198.jpgang_DSC_4228.jpgang_DSC_4200.jpgang_DSC_4211.jpg

ang_DSC_4213.jpg

ang_DSC_4220.jpgang_DSC_4223.jpgang_DSC_4225.jpgang_DSC_4234.jpgang_DSC_4219.jpgang_DSC_4233.jpgang_DSC_4201.jpgang_DSC_4231.jpg
by IkaruS

ulatwia zycie robola, daje poczucie milego panstwowego bezpieczenstwa, kryje rozne w sobie przywileje, nie latwo go zdobyc, ale jak sie uda – zostaje z toba oddany na cale zycie – national insurance number, twoja zamiast nazwiska, numerowa wizytowka, potrzebna praktycznie wszedzie.
aby w ogole zaczac myslec o jego zdobyciu, trzeba sie legalnie zatrudnic, nie jest to latwe gdyz pracodawca zazada twego numeru przy rozmowie kwalifikacyjnej, ty z usmiechem, ze jeszcze go nie masz, a on z usmiechem, a to zegnam. jesli uda ci sie namowic w koncu kogos na zatrudnienie bez numeru, szczescie ci sprzyja, przechodzisz do nastepnego etapu – telefon do przyjaciela. 10 minutowa rozmowa kosztuje cie prawie 3 funciaki, pan pyta o wszystko i wymienia papierki, dokumenty, listy jakie musisz zgromadzic na spotkanie, ktorego date, jak dobrze pojdzie, wyznacza na za miesiac (slyszalam o przypadkach ze i za 3).
jesli mieszkasz w luton pan wyznacza ci spotkanie w job centre w bedford, gdzie musisz pojechac pociagiem za 7 funciakow w obie strony i tu zaczynam swe wspomnienie z mej ostatniej nudnej wyprawy po numer.

we wtorek rano jak zwykle sprzatanie (o czym kiedy indziej lub wcale) biegiem do domu, prysznic, czyste ciuchy i przygotowanie teczki personalnej a w niej: paszport, dowodzik, prawo jazdy, list od pracodawacy, list od wlasciciela domu, paseczki z zarobkami, potwierdzenie z banku o mym koncie, listy potwierdzajace moj adres, zapakowane wszystko w duza teczke a4 (oprocz dokumentow, te lubie miec zawsze na sobie) i z buta na dworzec. w koncu, myslalam idac, jakies przelamanie angielskiej nudy, ktora mnie przygwazdza od jakiegos czasu, porobie zdjecia, moze kilka slow w pociagu zamienie lub chociaz podslucham, oj bedzie sie dzialo.
na stacji cicho i pusto. bylo po 13, upal 35 w cieniu, 4 platformy, pociag do bedford odjezdzal z dwojki. na schody ponad torami i w dol. nikogo. na peronie, na lawce murzyn ze spuszczona glowa, rowniez przygwozdzony jak mi sie zdaje. na przeciwko parka i pan po prawej, rowniez grzecznie siedza, nuda az parowala w powietrzu. pomyslalam, jak martwe to wszystko w porownaniu z indiami, tam dzieci, dorosli, zwierzeta na torach, na peronach, na schodach, pod nimi, gwar, rozmowy, klotnie, smiechy, zycie kolorami i dzwiekami utkane, a tu szaro niebieska nuda.
pociag podjechal 13,35 nudnie wedlug rozkladu, zero dreszczyka, ze moze sie spozni, moze nie przyjedzie wcale. wagon pusty, wyscielany dywanikiem, dywanowe tez siedzenia, tlumiace jakiekolwiek odglosy, ktos zostawil przeczytana gazete i znow nudna cisza, tylko drzwi zamknely sie z cichym pssss…jakby baly sie ze psssykna za glosno…gdzie dzieci wymiatajace syfy spod siedzen, gdzie karaluchy dojadajace resztki po wieczerzy, gdzie rodziny jedzace na gazetach i z usmiechem czestujace bialaske na przeciwko najlepszym posilkiem jakim jadla w zyciu, posilkiem sympatii, milosci i bezinteresownosci…

20 minut drzemiacej przejazdzki, bedford, takie same domy jak w luton, w rzedach z rownymi parkanami, przystrzyzonymi zywoplotami, samochodami zaparkowanymi na podjezdzie, nuda znow zawisla w powietrzu.
w job centre panie bardzo mile byly, po sprawdzeniu wszystkich maneli pani z usmiechem oznajmila, ze moge byc kolejnym numerem, a jaki to szczesliwy numerek? dowiem sie poczta za 8 tygodni, no coz nie zepsulam tej uroczystej chwili stwierdzeniem, ze ja bede powoli konczyc z anglia w tym czasie, niech tam, numerom sie nie odmawia…

znow na dworcu, odrobine luksusu sobie zaserwowalam w ramach uczczenia tego szczegolnego dnia, mrozona cafe latte za 1,75£, zasluzylam, nastolatek z ghany pyta czy chce byc jego przyjacielem, hmmmm…ile razy slyszalam to zdanie przez ostatnie kilka miesiecy…
wracalam innym znuzonym pociagiem, na drugim przystanku wsiadl pan, ktory sie zaslonil gazeta, dobra, jak nie chcesz gadac to nie, nagle co widze? brawo, brawo, ktos odwazyl sie sprzeciwic nudzie dostarczajac polskiej bialasce chwile rozrywki, dziweczyne zobaczylam w sasiednim waganie, popala z usmiechem papierosa mimo wszechobecnych zakazow palenia, gdy wyrzucala niedopalek przez okno, przemknal obok nas inny pociag, panna tak sie wystraszyla ze az podskoczyla na siedzeniu i w smiech, ja tez, brawo, brawo 10 punktow…

na leagrave pusto, schodami nad torami i bocznym wyjsciem, oj wynudzilam sie dzis nudnie nuzaca nuda…ale numerem w zamian bede…

ang_IMG_2837.jpgang_IMG_2838.jpgang_IMG_2839.jpgang_IMG_2841.jpg
by IkaruS

zycie robola z wyboru, brzmi niezle, choc w rzeczywistosci to ciezki zywot przyszlo mi wiesc ostatnimi dniami, rano sprzatanie, wieczorem nalewanie browarow w oparach papierosianych, przepalona, zmeczona, wale sie spac, by kolejnego dnia miec powtorke z rozrywki, brak energii na cokolwiek, takze zdjec i pisania na razie nie widac, nie chce sie po prostu ruszyc palcem, ale slonce swieci mocno na koncu tunelu, juz niecale trzy miesiace i znowu wakacje

ostatni final w niedziele nie przyciagnal tlumow do pubu, pracowalam cala noc, po decydujacym karnym podalismy po kieliszku szampana i juz po…a ja w koncu moglam zapelnic ostatnia krateczke na mojej futbolowej sciagawce, moze za 40 lat sie przydac by zaskoczyc swe wnuczeta wiedza futbolowa…

ang_IMG_2834.jpg

prawdziwym finalem jednak byl mecz anglii z portugalia, czerwona kartka rooneya, gwizdy na ronaldo, spiewy w przerwie, „we are the champions” i „football’s coming home” tanczenie na stolach, a pozniej lzy rozpaczy, rozczarowania i niedowierzania, jak to mozliwe, ze anglia za burta, niebo polaczylo sie tego dnia ze swymi angielskimi bracmi zsylajac nam lzy jak futbolowe grochy

ang_IMG_2827.jpgang_IMG_2830.jpg
by IkaruS

nazywaja go dirty duck, choc na burcie widnieje inne imie – black swan – od nazwy ulicy, przy ktorej cumuje, zwodowany zostal 23 lata temu, wysluzony w dalekich podrozach prezentuje to, co ma najlepszego, dwie duze sale pokladowe – jedna dla irlandczykow, druga dla anglikow, obie wyscielane cichymi dywanami gotowymi przyjac wszystko co z podeszw i ze szklanek; drewnianymi ciemnymi stolami, tapicerowanymi krzeslami, purpurowymi ciezkimi zaslonami w duze kwiaty, przepuszczajacymi akuratna ilosc dziennego swiatla; blatami barowymi, ktore przetarte na kantach czekaja dumnie na nowe piwne opowiesci, ktorych przez lata wysluchaly wiele.

za jednym z barow od piatku ja, wuj mat, w swej nowej morskiej piwnej podrozy. podroz to ciekawa z wieloma niespodzianakami oraz z bardzo mila ekipa na piwnym pokladzie, zaloga bowiem, ktora mnie wspomaga to rodzina irlandczykow: mama, tata, syn – kapitan i dwie corki, wszyscy bardzo i przyjazni, zdradzaja mi chetnie browarne tajniki
a jest ich wiele, gdyz spragnieni za burta byle czego do geby nie wezma. odpowiednie szklanki, odpowiednie proporcje, odpowiednia wysokosc pianki, odpowiedni usmiech, wszystko musi pasowac do piwnych przyzwyczajen, szczegolnie gdy zar leje sie z nieba.

najbardziej lubie nalewac szlachetnego guinnessa, ktorego ciemna aksamitna ton wypelnia krysztal szklanki cicho i dostojnie, napelniam do 3/4, odczekuje az wyklaruje sie zimny, gleboki, czarny braz i dobijam do pelna z mala biala kontrastowa pianka na gorze, champion! lubie tez bodingstona, jasniejszego jego brata, ktory lubi podobna niespieszna technike nalewania, poza tym leje pospolite lagery: carlsberg, fosters, xxxx, stella czasem heineken oraz dwa specjaly best bitter i oczywiscie cider. anglicy lubia tez w upalne dni pic piwko z lodem, takze serwuje butelki budweisera oraz magnersa, oddzielnie szklanka z kostkami dla ochlody, a wszystko miedzy 2,30 a 2,60 funciaka.

i tak sobie zeglujemy od piatku po piwnych angielskich bezdrozach z usmiechem na ustach i sloncem, ktore jak gdyby jasniej teraz swieci, oby rejs przedluzyl sie o kilka kolejnych miesiecy, az bede mogla postawic znow swa stope na polskim ladzie

o tym, co dzialo sie na pokladzie w czasie ostatniego meczu chlopcow eriksona – nastepnym razem…

duck.jpg
by IkaruS


  • RSS