karusiek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2006

w sobote rano dano mi niedelikatnie do zrozumienia, ze mimo iz deklaracja poczatkowa byla inna, to wlasciwie to one juz maja dosc i ze najwyzszy czas abym sie wyprowadzila, oczywiscie byly lzy i niemoznosc zrozumienia, jak to, dlaczego, gdzie?
pojechalam zaplakana do pracy a tam niespodzianka, jak wlascicielka sie dowiedziala co i jak, od razu wrocila ze mna po moje rzeczy i sie przeprowadzilam, zostawiajac mala karteczke na stole z podziekowaniem,
takze rozpoczelam nowe zycie, do pracy schodze w kapciach, darmowy internet, przyjazna domowa rodzinna atmosfera, czego chciec wiecej? takze te ostatnie tygodnie beda lepsze niz przypuszczalam…

od kilku tygodni moj swiat codzienny ogranicza sie do trzech ulic, na jednej stoi dom, w ktorym mieszkam, na drugiej znajduje sie pub, w ktorym rano sprzatam a wieczorami nalewam piwo, a przy trzeciej sasiaduja ze soba supermarket, gdzie wynajduje tanie okazje; bank, gdzie odkladam co tydzien ciezko zarobione pieniadze oraz biblioteka z darmowym polgodzinnym internetem, gdzie komunikuje sie ze swiatem, ktory wydaje sie tak odlegly.
jezdze po chodnikach tych trzech ulic rowerem, choc powinnam jezdnia, ale nie mam kasku i swiatel, wiec i tak kwalifikuje sie do mandatu, w czwartki mam maly tor przeszkod, gdyz wszyscy wystawiaja po dwa duze kubly na smieci, wiec czasem zmuszona jestem zjechac na jezdnie, poza tym, raz w tygodniu lub raz na dwa, gdy mam do zaladowania zdjecia udaje sie do centrum miasta, jakies 4 mile, co zajmuje mi pol godziny, tam korzystam z kafejki internetowej, przechadzam sie tez po duzym centrum handlowym, obserwujac typowych angoli i przyjezdnych polakow, ta rozrywka mi wystarcza na kolejne dni.

wczoraj podobno (wedlug wila, ktory ze mna pracuje) byl jeden z najsmieszniejszych incydentow w historii pubu, po meczu anglii z grecja (4:0) pijani bywalcy zaczeli wygladac zaciekawieni przez drzwi i wychodzic na zewnatrz, myslelismy na poczatku, ze jakas bojka, czy wypadek, a tu sie okazalo, ze w domu na przeciwko, na pierwszym pietrze, ktos wlaczyl kanal pornograficzny w zaciemnionym pokoju, chlopcy komentowali i podgladali, gdy lokator nieswiadomy zapalal swiatlo, pub buczal buuuuuuuu, gdy gasil, pub bil brawo i tak przez kilka minut, w koncu lokator wyjrzal zza zaslonki, na golasa w swietle porno, z piwkiem w dloni, szkoda ze bylo za ciemno, by zobaczyc jego mine, gdy ujrzal 30-stu chlopa wiwatujacych z pubu na dole, skulil sie tylko, zakryl zaslonka i szybko zmienil kanal, popstrykal kilka razem swiatlem pozdrawiajac wszystkich zebranych, ktorzy wrocili do srodka i dlugo jeszcze komentowali cale zajscie.

kupilam bilet powrotny na 7 pazdziernika, takze zostalo siedem tygodni, odliczam godziny…

najpierw nastała dziwna cisza, slychac bylo tylko ptaki, ktore darly sie glosno wydziobujac suche pestki slonecznika ze stojaka w ogrodzie, pozniej ona zaczela mruczec, poczatkowo niechetnie, niesmialo, leniwie, jakby niezdecydowana, czy aby na pewno, az w koncu glosniej, glosniej; blizej, blizej; ciemniej, ciemniej i w koncu ukazala nam sie w promieniach zachodzacego slonca – ona, ciemna burza, nad nami.
zaczelo delikatnie cieplo padac. pierwsza zauwazyla brenda – to niesamowite swiatlo na zewnatrz, na bosaka z werandy do ogrodu, by podziwiac, dolaczylysmy do niej z kate, stalysmy tam, a swiat wygladal jakby ktos nalozyl nam na nosy okulary o pomaranczowo-rozowych szklach. ogrod, dom, my w pomaranczowej przepieknej poswiacie i ten delikatny deszcz na twarzy, ta miekkosc mokrej trawy pod stopami i ten zapach, jaki tylko latem w cieply dzien, gdy pada.
stalysmy tak we trzy na bosaka, wystawiajac twarze na spadajace pomaranczowe krople, katem oka podsmiewujac sie sie z rodziny swiadkow jechowych, ktorzy po sasiedzku zza firanki podgladali nas, trzy wariatki, polke, mloda i stara angielke, moknace w ten niesamowity sierpniowy angielski wieczor i czulam sie tak cudownie pozytywnie pomaranczowo…
…az do momentu gdy grzmotneła ona burza pierwszym ze swych grzmotow, gdy błysneła pierwszym ze swych błyskow, tak ze uciekałysmy w popłochu do srodka, gdzie ciepła angielska herbata z odrobina mleka, ukoiła nas do snu, a ona tam za oknem szalona, szalała, szalała, alała, ..lała…

ang_IMG_2847.jpg
by IkaruS

ang_DSC_4238.jpgzaklinamy deszcz

ang_DSC_4249.jpg
by IkaruS


  • RSS