karusiek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2008

miesiac ostatni minal niepostrzezenie, z reszta nie tylko ostatni, mam wrazenie ze odkad zaprosilam sie do travelerskiego swiatka me poczucie czasu zmienilo sie diametralnie, sekunda, minuta, godzina, dzien, tydzien, miesiac, rok, wszystko wzglednym sie zdaje i traci na znaczeniu, blizej mi do natura wyznaczanych kalendarzy niz do cyferek uporzadkowanych wiszacych na scianie,

z kazdym oddechem odkrywam, obserwuje, akceptuje, rozumiem, zmieniam siebie od wewnatrz, ten miesiac masazu byl nie tylko kolejna technika, ktora przyswoilam, byl czyms co wykracza poza normalne rozumienie i poza moje wszelkie oczekiwania, zawiodl mnie w rejony, ktore kusza mnie od dluzszego czasu i ktore dzieki niemu moglam zglebic nieco dalej, duzy krok na dlugiej sciezce, ktora coraz wyrazniejsza sie staje, mgla rzednie a ja coraz smielej stapac sobie po niej pozwalam i dobrze mi z tym, spokojnie, po raz pierwszy w zyciu wiem dokad…

ps. moj aparat pokryl kurz, gdyz wazniejsze rzeczy w okolo, wybaczcie prosze me opieszalstwo, ale podazac za swymi uczuciami musze, jutro rano samolotem do delhi, stamtad mam nadzieje nocnym autobusem do dharamsali, gdzie dalsze nauki…


po raz kolejny spedzam swe urodziny poza granicami kraju, to dziwne ze w miare uplywu czasu traca one na znaczeniu, choc nadal staram sie znalezc mila gromadke do swietowania (zeszlym razem troche mi nie wyszlo i swe 30-te spedzilam przy margericie i szklance browaru z narzekajaca na caly swiat 65-latka ze szkocjio), zorganizowac kawalek ciasta, w ktory moge wcisnac swieczke, pomyslec zyczenie i zdmuchnac.
tym razem moja ekipa masazowa skladajaca sie z niemki, hiszpanki, belga i kolesia z hong kongu zdecysowala, ze me urodziny beda dobrym pretekstem do ruszenia gdzies poza miasto na lono natury by przewietrzyc umysl nauka zmeczony i wychylic szklaneczke czegos mocniejszego (czyt.nepalskiego rumu). po zajeciach w sobote zaladowalismy sie do jeepa ktory wywiozl nas do nagarkot – miejsca znanego z tego, ze po jednej stronie mozna zobaczyc caly lancuch mont everest a po drugiej przepiekny wschod slonca, miejsce to upodobaly sobie swiezo poslubione pary, ktorych romantyzm niezmacony wieloletnim stazem malzenskim pozwala im cieszyc sie natura i seksem o poranku w jednym z malych pokoikow hotelowych otoczonych gorska glusza i spiewajacym ptactwem.
my zadekowalismy sie w nieco wiekszych dwoch pokoikach – jednym dla dziewczat jednym dla chlopcow, pogoda byla taka sobie ale w nocy niebo sie przejasnilo ukazujac miliony gwiazd i  dajac nadzieje na choc odrobine widokow o poranku. Litrowa buteleczka rumu pekla dosc szybko za sprawa belga i naszej malej pomocy, ciasto smakowalo pysznie zmiksowane ze swiatlem swiec, spiewem ptakow, gwiazdami i przyjaciolmi w okolo a i swieczka ulegla memu zyczeniu, ktore mam nadzieje, ze w koncu sie spelni.
rano budzik zadzwonil o 6, wygramolilam sie na balkon gdzie pomaranczowo podswietlona mgla rozlala sie nad dolina, tam wyrzezbione w skalach tarasy, na ktorych swiezo zasiany ryz, tam domki przyklejone nad przepascia, gdzie w snach wiesniacy kolorowe podroze odbywaja, tam zwierzeta wtulone w siebie marza o soczystej porannej trawie, tam wsi sopokojna, wsi wesola…
obudzilam reszte brygady i udalismy sie do punktu obserwacyjnego, cisza i tylko ptaki swiergoczace we wszystkich ptasich jezykach, slonce powoli wynurzalo sie zza wzgorza kladac pierwsze promienie na naszych twarzach, cieplo i dobrze, dobrze i cieplo, piersia cala oddycham i chlone, napelniam sie na pomaranczowo…
wschodu dane nam bylo tylko 10 minut pozniej mgla i chmury i przenikajacy ziab wyploszyl nas do hotelu, gdzie po szybkim sniadaniu ruszylismy w droge powrotna, samochod krecil gorskie serpentynki a ja krecilam mile wspomnienia w mej glowie, dziekuje calej brygadce…
dziekuje tez za wszystkie zyczenia urodzinowe od swych czytelnikow
ps.kurs bardzo dobry, niezmiernie intensywny - nie tylko sie ucze lecz duzo pracuje nad soba takze jestem zajeta od rana do nocy, jedyny dzieni wolny to niedziela, takze wybaczcie me niepisalstwo, pozdrawiam

dzis w kathmandu zaczynam miesieczny kurs masazu, z ktorym to masazem chcialabym sie w przyszlosci zwiazac w zwiazek zawodowy, moze sie to odbic na jakosci i czestotliwosci mych blogowych wypowiedzi, choc zawsze staram sie pamietac o swych czytelnikach i raczyc ich nowinkami choc od czasu do czasu


by IkaruS


  • RSS