karusiek blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2008

rodzina, rodzina, rodzi nas, rod trzyma – czym wlasciwie jest?
przypadkowym zbiorem ludzi, ktorym przyszlo dzielic te same geny i krew;
czyms z czym dobrze wychodzi sie tylko na zdjeciach;
czyms co zbiera sie na swieta, sluby, chrzciny i pogrzeby;
czyms za czym tesknimy gdy jestesmy daleko a z czym nie mozemy zyc pod jednym dachem;
czyms czym nasiakamy za mlodu by na starosc pachniec badz tracic;
czyms co doceniamy wtedy gdy choroba, leki, zakrety i przepascie zycia w okolo;
czyms co daje nam poczucie, ze skads jestesmy i od kogos pochodzimy;
czyms co daje nam zaszczytna galazke badz listek na drzewie ktorego galezie siegaja dziesiatek pokolen wstecz;
czyms co daje nam milosc, gdy jestesmy mali, milosc od ktorej z biegiem lat uciekamy, odmawiamy i nie odwzajemniamy, a za ktora placzemy na starosc w pustych czterech scianach; 
czyms co tworzy zapach swiat jedynych w swoim rodzaju, szarlotke, ktora tylko smakuje u babci, ruskie pierogi, bigos i jajka na twardo na sniadanie w niedziele, ktore nieswiadomie badz swiadomie zamawiam co tydzien, by poczuc, ze jestem w domu z rodzina choc przez chwile…

dzien za dniem mija przemija, rozmija mi sie we wspomnieniach, we
wrazeniach, w rozmowach, w deserach, w kawach, w deszczach, w sloncach,
w usmiechach, w spojrzeniach, w westchnieniach, w marzeniach, w
spacerach, w snach, w porankach, w ptakow spiewach, w lasu szeptach, w
ludzi tlumach…plyne…snuje sie leciutko, niespiesznie, pociesznie
zagladajac w oczy mijanych, moze juz wkrotce dzien nadejdzie…ten…

chcialam i mam, tzn, wiedzialam ze tu bedzie chlodniej ale zeby 10 stopni i lalo non stop, to tego sie nie spodziewalam, dwa lata temu w tym samym czasie wygrzewalam sie na tarasie ogladajac tysiace motyli migrujacych z dolin w gore himalajow, (trzeba dodac ze w indiach domow sie nie ogrzewa, ze pokoj to zimny wycementowany kwadrat, ze na szczescie czasami goraca woda do kapieli) no coz mam nadzieje, ze to przejsciowy tygodniowy kaprys pogodowy i juz wkrotce opalenizna powroci na ma twarzyczke, ktorej usta ostatnio zimno przezarlo, dlatego nie pokazuje zdjecia swego z wara jak murzynka, ktora pocalunek swoj na latarni zlozyla przydzwaniajac w nia ustami centralnie zagadawszy sie z kolezanka troszeczke,

masaz kolejny zaczety, nie pamietam kiedy ostatnio bylam tak milo zajeta, przyznam szczerze, ze to przyjemne uczucie, wiec energie swa ukierunkowuje i koncentruje, co by jak najwiecej przyswoic…

ps. jestem w centrum tybetanskiego panstwa na uchodzctwie, na ulicach plakaty ze zdjeciami ofiar zamordowanych w ostatnich krwawych rozruchach w tybecie, nepalu i kilku innych miejscach, flagi, odezwy, prosby o wsparcie,
w okolo zimno…brr…


  • RSS