karusiek blog

Twój nowy blog

o 5 rano wyruszylam z kalkuty by o 5 po poludniu cieszyc sie widokiem plazy, blekitnego oceanu, zaszyc sie w cichej chatce wsrod szumiacych palm,
odpoczyn pelna geba, nalezy sie od czasu do czasu i to jest wlasnie ten czas, wieczorami ogniska na plazy, muzycy wszelacy, jam session, gwiazdy, szum fal, hmmm…

W zaulku miedzy Modern Lodge a Galaxy Hotel jak co dzien zbieracze smieci przycupneli po obu stronach waskiej uliczki. Ich czarne skory, duzo czarniejsze niz hindusow, czy to z powodu brudu, czy infekcji, kontrastuja z przekrwionymi bialkami i blyszczacymi spojowkami. 10 pustych butelek moze wystarczy na kolejny strzal. Czy ten bedzie ostatni? czy ten przyniesie hiv? zoltaczke? na pewno przyniesie przyjemnosc, zapomnienie, rejs do krainy chwilowej szczesliwosci. zien za dniem, dzialka za dzialka, az do wykonczenia tego, co dala nam gora – ciala, ktore maja za nic. Zarobaczone niegojace sie rany, ropiejace konczyny, zgnilizna toczy to, o co my na zachodzie dbamy tak pieczolowicie.
Cialo. Czym jest tu w Indiach? Na pewno pieknem kobiecym przyodzianym w kolorowe sari, ale tez deformacja jakiej niegdzie indziej nie widzialam. Pecherze, burchle, narosla, sloniowatosci, paralize, przykurcze, skamienialosci, amputacje otaczaja mnie kazdego dnia, nie dajac zapomniec o tym, ze wszystko wzglednym jest i kruchym. Docenic cialo – grube, chude, wysokie, niskie, z pryszczami, bez, gladkie, z celulitem – zdrowe.


by IkaruS

hmmm, ja wiem ze plany sa po to aby je zmieniac, ale widzac 10 osob z mojego guest housu udajacych sie z pakami zarcia na lodz na andamany kiedy ja zostaje tu, mala lezka zakrecila sie w oku, ale po kolei…
gdy zjechalam do kalkuty plan byl taki by plynac znow na andamany by pobyczyc sie i naladowac wyczerpane europa akumulatory na dalsze wojaze, bilet zostal zakupiony nawet w wyzszej klasie by uniknac obcowania z setkami klebiocych sie i rzygajacych gdzie popadnie  hindusow w okolo, ale los chcial ze ostra infekcja pecherza z przejsciami ginekologicznymi, szpital, antybiotyki, przestraszyly mnie na tyle, ze wybralam pozostanie na ladzie a nie 6 dni na oceanie, do guest housu w miedzyczasie zjezdzali rozni ludzie nie majacy dalszych planow na to, gdzie jechac, wiec wszystkim klarowalam o tych andamanach no i tak dzis machajac im na pozegnanie mialam wrazenie ze pol guest housu tam plynie, mowi sie trudno, moze tam gdzie ja jade sie pobyczyc czeka mnie cos, czego nie moge ominac, jak to mowia: go with the flow, no regrets, i tak jeszcze kilka dni tu, w srode rano samolotem i pociagiem przemieszczam sie na polnoc karnataki do gokarny, gdzie mam nadzieje podreperuje swoje zdrowie…
a na lodzi, coz…rozne slyszalam ostatnio historie od dwoch polakow, ktorzy przyplyneli tu 2 tygodnie temu, na jednej z lodzi popsul sie sinik i nikt nie raczyl przyplynac i pomoc uwiezionym pasazerom przez 2 tygodnie, wiec stali na pelnym oceanie do czasu gdy zalodze udalo sie naprawic usterke, co jedli i co pili? nawet nie chce wiedziec…na statku, ktorym polacy plyneli, pewien nieuwazny hindus wypadl za burte, spuszczono lodzie ratunkowe i owszem, ale wszystkie zatonely, wiec statek zrobil kolo by podjac rozbitka, jednak podplynal tak niefortunnie, ze uderzyl go w glowe i biedaczek zatonal nie doczekawszy sie pomocy…no comment…india:)

Imiona wypisane czarnym flamastrem na podstawkach do karmienia, na drewnianych wozkach inwalidzkich, na metalowych pretach lozek – wycieraja sie powoli ustepujac miejsca nowym imionom, nowym twarzom, nowym histioriom. Govindo, Lucy, Subash, Angeli…czy ktos o nich pamieta, czy pamietac bedzie? w jakim celu nasze drogi przeciely sie na krotka chwile? by uczynic ich nieskalane dusze w zdeformowanych cialach niesmiertelnymi? w mym sercu i w sercach innych wolontariuszy? gdyz chyba nie w sercach ich rodzicow, ktorzy porzucili je na smietnikach, dworcach, w rynsztokach.
   Mowi sie, ze rodzimy sie po cos i wierze, ze ich narodziny tez, mimo ze nieswiadomie przezyly swe krotkie zycia, byly po cos – byly dla wszystkich tych chwil usmiechow i smutkow, chwil lepszych i chwil gorszych, dni cieplejszych i chlodniejszych, slonca i deszczu, chwil odrzucenia i milosci. Kazde z tych dzieci na zawsze wykulo zlotymi literami swe imie w sercach tak wielu….

zamawiam owsianke z bananami bez cukru – dostaje slodka owsianke posolona dla niepoznaki; pytam o czarne klapki z gumy – wciskane mi sa szare materialowe jakoby mialyby byc takie same; pytam kierowce taksowki czy wie, jak  jechac do transportu morskiego indii, twierdzi ze tak – po godzinie pytajac kolejna osobe o wskazowki, on nadal nie wie gdzie jestesmy a ja nie wiem czy uda mi sie w ogole dotrzec na miejsce (kilka razy sie nie udalo); woda goraca do kapieli lapana z jedynej termy w hotelu powinna byc rano i wieczorem – poluje na nia o roznych porach, gdyz nigdy nie wiadomo kiedy „rzuca” prad, a w zimnej wodzie przy 12 stopniach na zewnatrz raczej sie nie kapie; od stycznia rzad indii zmienil przepisy dotyczace wiz wielokrotnego wstepu do indii, nawet jesli mam wize na 6 m-cy ale zdecyduje sie wyjechac z indii do innego kraju, nie moge wrocic wczesniej niz za 2 m-ce – sluzby graniczne jak i sami zainteresowani, czyli travelersi, na razie pogubili sie w nowych przepisach i nikt nie wie, jak i kiedy je egzekwowac i czy w ogole oplaca sie wyjezdzac z indii gdyz z bata tracimy 2 z 6-ciu miesiecy waznosci wizy; i tak codziennie, historii podobnych kazdy przebywajacy w indiach moglby mnozyc bez liku, wywoluja one tylko usmiech na mej twarzy, nie ma sensu sie denerwowac, przeciez to indie, miejsce gdzie wszystko jest mozliwe, gdzie kazdy wariant sytuacji brany musi byc pod uwage, jedynie pozytywne nastawienie pozwala znosic to wszystko i czerpac z tego radosc

ps. przejsciowe problemy z serwerem zdjeciowym, bilet na statek na andamany kupiony, w kalkucie jeszcze dwa tygodnie, ci co czytali wczesniej domyslaja sie ze nadal pracuje w daya dan – domu Matki Teresy dla niepelnosprawnych dzieci, z ktorych grupki poznanej przeze mnie po raz pierwszy 4 lata temu, zostala jedynie garstka, reszta juz w lepszym swiecie, mam nadzieje, ale mamy duzo nowych maluchow, ktore dla wolontariuszy sa calym swiatem


by IkaruS

wszyscy w pociagu mowili, ze taka sytuacja zdarza sie po raz pierwszy, ze to wyjatkowe zdarzenie warte odnotowania, krecili z niedowierzaniem glowami, oczywiscie ze krecili a ja o juz machalam nia w obie strony, ale od poczatku…
do kalkuty mozna dostac sie wieloma pociagami, ale jest jeden drozdzy gdzie za 100 pln podroz tysiecy kilometrow przebiega w miare bezbolesnie, kocyki, posciel, zarcie na ful, cisza, spokoj (w indyjskich pociagach zjawisko niespotykane) i tylko 17 godzin jazdy (w porownaniu do 24-30 innymi polaczeniami), pociag mial wyruszyc o 17 wiec od 11 bz pokoju jakos przebebnilam ten czas na miescie, dotarwszy na peron dowiedzialam sie ze jest opoznienie 6 godzin, no coz, wiec wrocilam z calym majdanem do zaprzyjaznionej restauracji by przebebnic reszte czasu, o 11 na stacji ruch i poruszenie, ale w koncu przyjechal, po zapakowaniu sie ruszylismy ok 12, ja od razu w kime, rano wspolpasazerowie uswiadomini mnie ze wiele w nocy nie ujechalismy i ze opoznienie siega juz 15 godzin, czyli zamiast w sobote kolo poludnia bedziemy w kalkucie w niedziele nad ranem, no coz, dobrze ze zarcie dawalim choc wzgledny spokoj ustapil miejsca ogolnemu poddenerwowaniu, walajacym sie smieciom, wrzeszczacym dzieciom i coraz brudniejszym toaletom, do tego pracowala klimatyzacja mimo 7 stopni a zewnatrz co dawalo dosc niska mieszanke temperatury w srodku, wiec spalam w pelnym opakowaniu, pod spiworem i kocem okryta szczelnie a i tak nos mi zmarzl,
nad ranem wszyscy krecili glowami czekajac na swiatla kalkuty i mowili, ze ten pociag nigdy sie tyle nie spoznial, ze to wyjatkowe by tej klasy polaczenie mialo opoznienia 19 godzin, ja tez machalam glowa chcac oposcic ten onacy poklad jak najszybciej,
zadekowana, wykapana, ze sloncem na twarzy i klapkami no nogach po raz pierwszy…

samolot z warszawy opozniony o 20 minut, co wystarczylo do tego, aby w towarzystwie starej hinduski i jej syna oraz kilku innych nieszczesnikow, abysmy gnali z wywieszonymi jezykami przedzierajac sie przez tlumy na lotnisku w zurychy, zjezdzajac i wjezdzajac kolejnymi schodami, wsiadajac do kolejki podzmienej do innego terminala, by w koncu wsiasc do samolotu, ktory mogl wystartowac, rowniez opozniony…

po 7 godzinach w powietrzu, 2 posilkach, 3 sokach pomidorowych, obejrzanych kilku filmach, 10 rozgrywkach w angielskich milionerow, 3 wizytach w wirtualnym kasynie i wygraniu 1500$, wyladowalismy w delhi – rozemocjonowani hindusi, jak to maja w zwyczaju, zerwali sie z miejsc i rzucili do wyciagania bagazy podrecznych, i wtedy po raz pierwszy chyba uwierzylam w to, ze znow jestem w indiach…oczywiscie zaraz oberwali lekki opier…l od stewardesy, tym bardziej ze mgla na lotnisku byla tak gesta, ze ich optymizm dotyczacy szybkiego opuszczenia pojazdu przegral rowniez z nia; spedzilismy tam jeszcze 2 godziny czekajac aby zwolnila sie jakas bramka odprawy, a ta nie mogla sie zwolnic gdyz zaden samolot nie startowal z powodu mgly, w koncu udalo sie…

zanim odebralam bagaz, wymienilam kase, zorganizowalam taksowke, byla juz prawie 4, nie wiem jak kierowca widzial to czego nie bylo widac na drodze, w kazdym razie przedarl sie przez delhijskie mleko odganiajac je cazasem reka przez otwarta szybe, hotel ulubiony pokoj wolny mial, 8 stopni nie zachecilo mnie jednak do kapieli w zimnej wodzie, wiec oplukawszy co nalezalo rzucialam sie w ciuchac do spiwora i okolo 5 zasnelam…

pociag do kalkuty jutro, mam nadzieje na kilka stopni ciepla

ps do poprzedniej notki: powod juz znam

kiedy kolejny raz przebukuję swój bilet do Indii, w których powinnam bawić od 2 tygodni, pomyślę o tym, że tak ma być i że może teraz wydaje mi się to niezrozumiałym i z lekka irytującym, ale z perspektywy czasu uznam to za jedyne słuszne rozwiązanie w tamtym momencie,

nadal dolegliwości ciała zatrzymują mnie w naszym jesiennym kraju, kolejne diagnozy nie trafione, czekanie na wyniki, wizyty, odczyty, czekanie na skuteczne leczenie, w końcu na pewno się doczekam, tylko kiedy?

poddaję się biegowi wydarzeń, może nie biernie, ale ze spokojem

„Azja wymaga od tych, których kocha (…) podporządkowania swemu przeznaczeniu. Jeśli to uczynimy, serce bije spokojniej i wyjaśnia się sens wielu rzeczy” Nicolas Bouvier  

by IkaruS


  • RSS